Giełda Staroci, Agata Szmigrodzka

Odpowiedź dla Pana Romualda Witczaka


Ludzie z przeróżnymi zaburzeniami (podkreślam: ZABURZENIAMI, a nie chorobami) psychiki (nazwijmy ich roboczo NEUROTYKAMI), czują się w naszym świecie szczególnie osamotnieni, ponieważ muszą w tym świecie (społeczeństwie) funkcjonować tak, jak reszta. Od chorych psychicznie już się tego nie wymaga. (Choroba, szczególnie psychiczna, „daje przywilej” bycia chorym tzn. leczenie w ośrodku, z innymi tak samo chorymi). Zaburzenie nie daje tego przywileju.

Grupy terapeutyczne z reguły skupiają się na „nałogowcach” – ludziach dotkniętych wszelkiego rodzaju uzależnieniami i współuzależnieniami. (Zresztą nie na darmo terapeutami takich grup są tzw. „susi” alkoholicy, hazardziści, narkomani itp., ponieważ tylko oni ROZUMIEJĄ nałogowców).

Nie spotkałam się jednak z grupami ludzi dotkniętych wszelkiego rodzaju fobiami, lękami, depresjami, czy innymi zaburzeniami osobowości (w grupach terapeutycznych często „wrzuca” się ich do jednego worka z uzależnionymi). Takim ludziom „każe się” funkcjonować „normalnie”, choć proszę mi wierzyć, kosztuje ich ta „normalność” bardzo dużo. Czasem brak „cieplarnianych warunków”, funkcjonowanie w tzw. „normie”, pogłębia zaburzenie w znacznym stopniu.

Z doświadczenia wiem, że gdyby ci ludzie mieli wsparcie, to znaczy dostawali sygnały ze świata zewnętrznego poprzez innych ludzi, książki, audycje, filmy itp., że SĄ W GRUPIE (i to wcale nie małej), byłoby im zdecydowanie łatwiej w tym normalnym świecie funkcjonować.


To tytułem wstępu, co do książki.

Wiemy już, że ludzie z zaburzeniami psychiki czują się potwornie OSAMOTNIENI. Świadomość, że jest ktoś, kto CZUJE I MYŚLI TAK JAK ONI, daje im ogromną pociechę i siłę! (Motywację do dalszego wysiłku, by żyć w normalnym świecie). Nie terapeuta, który udaje, że ich rozumie, nie rodzina, która próbuje zaakceptować ich zaburzenie, ale ktoś, kto nareszcie czuje i myśli podobnie.

To właśnie jest siłą tej książki i jedną (choć nie jedyną) z jej ról:

By ludzie z neurotycznymi zaburzeniami, traktowani przez społeczeństwo jak normalni, jak wszyscy (a przez to jeszcze bardziej odseparowani, odizolowani w świecie „nie-wrażliwców”), by ci ludzie przestali się czuć tak cholernie samotni!

Piszę te słowa z całą odpowiedzialnością PRAKTYKA, a nie teoretyka.


Jeszcze wyjaśnienie, jak rozumiem „cieplarniane warunki”:

Świat zewnętrzny oparty jest na normach dla ludzi o określonym przedziale wrażliwości. To znaczy: jest określona ilość, jakość i siła natężenia bodźców, które docierają do mózgu z tego świata zewnętrznego. Dla osoby z większą wrażliwością (tzn.: z bardziej „dziurawym sitem-filtrem) w mózgu (piszę tak, by mnie zrozumiano). Z „sitem”, które przepuszcza więcej tych bodźców i głębiej one docierają (bardziej poruszają struktury układu nerwowego), dla takich ludzi wielokrotnie ten świat jest NIE-DO-ZNIESIENIA.

Stąd organizmy takich ludzi wytwarzają wszelkiego rodzaju mechanizmy obronne, które niestety powodują, że tacy ludzie przestają „normalnie” funkcjonować w „normalnym” świecie. (Takimi mechanizmami obronnymi są na przykład: wszelkiego rodzaju wycofania za sprawą lęków lub fobii – wycofania z życia zawodowego, publicznego, towarzyskiego; wszelkiego rodzaju izolacja od świata zewnętrznego np. izolacja depresyjna, wszelkiego rodzaju blokady np. przed głębszym wchodzeniem w bliskie relacje z ludźmi [tu mamy bordeline lub zachowania agresywne]; ucieczki od rzeczywistości, która przerasta [tu będą nałogi – czyli ucieczka w odmienne stany świadomości]).

To tylko niektóre z mechanizmów obronnych neurotyka (nadwrażliwca), który próbuje „normalnie” funkcjonować w świecie, dostosowanym do ludzi z wrażliwością większości.

„Cieplarniane warunki” polegałyby na tym, by dostosować normy (ilość, jakość i siłę natężenia bodźców) świata zewnętrznego, do wrażliwości takich osób. To byłaby najbardziej skuteczna pomoc. Ale nie jestem w stanie dokonać cudu!

Drugim, mnie skutecznym, ale bardzo pomocnym sposobem jest WSPARCIE takich ludzi GRUPĄ. To pomoc, by nie czuli się tak bardzo sami w swojej „inności”.

Tę właśnie rolę może spełnić ta książka (i już mam sygnały, że spełnia!. Jeśli daję tę powieść młodej dziewczynie ze zdiagnozowanym bordelinem, a ona po przeczytaniu obejmuje mnie ze łzami w oczach i mówi:

- Agata, to jest książka o mnie. Nareszcie ktoś mnie rozumie. Strasznie ci dziękuję.

To myślę, że warto ją wydać i, że choćby z tego powodu jak najbardziej jest do druku).

Odchodząc na chwilę od mojej książki, posłużę się innym przykładem:

Taką samą rolę wsparcia współrozumieniem pełni cudowny film Bodo Coxa „Dziewczyna z szafy” (film, który notabene zdobył już parę znaczących nagród).

Ja po tym filmie wyszłam zryczana, ale z dziękczynnym odczuciem ulgi, radości, że wreszcie ktoś pokazał światu, jak widzę moje rodzinne miasto. Że ktoś moimi oczami pokazał Warszawę i osiedle, na którym mieszkałam (wzmocnieniem jest to, że ja faktycznie na tym osiedlu prze trzydzieści lat mieszkałam!)

Możliwość UTOŻSAMIENIA SIĘ z bohaterem filmu, książki (tu wchodzimy już w sferę terapeutyczną), jest dla neurotyka szalenie rzadka we współczesnym świecie. Dajmy im tych możliwości więcej! Twórzmy takie dzieła, obrazy, grafiki, filmy, książki, sztuki, które dadzą taką możliwość już ponad 30% współczesnej europejskiej, w tym polskiej społeczności.