Czas zazdrości,

jarzących się na stole świec; wódki i czerwonego wina; zadymione- go, mrocznego wnętrza; gorącej muzyki i prowokującego tańca.

Czas zazdrości,

krzyżujących się spojrzeń, obserwowania, podglądania, śledzenia każdego uśmiechu,

każdego słowa, gestu, dotyku...

Niepewność i nadinterpretacja. Doszukiwanie się w zachowaniu tego, czego może wcale nie ma, a może zawsze było.

Jej czarna, długa, prosta sukienka jest tak naga!

I ten czerwony szal jak krew, która wszystko burzy, wznieca.

Jej ciało – szczupłe, giętkie. Jest stworzona do tańca.

To już nie ta- niec. To zespolenie z muzyką. Oddanie się jej, poddanie – jak wymaga- jącemu kochankowi.



On

zazdrości nawet muzyce, że tak prowadzi jej zmysłowe ciało. Ciało stworzone do kochania.

Zna każde niedociągnięcie, każdą bliznę na tym ciele. I właśnie przez te skazy, tak je kocha, tak pożąda. Między jednym a drugim kieliszkiem z jednym i drugim znajomym,

przechwytuje spojrzenia innych mężczyzn w jej kierunku.

Czas zazdrości...

Przecież to śmieszne. Nie będzie się takim kretyńskim uczuciom poddawał!

Tym bardziej, okazywał jej, że... jest zazdrosny.

O, tu siedzi niezła dupa.


− Cześć, jak masz na imię? Masz piękne piersi – bez zbędnych wstę- pów,

jego dłonie zaczynają wprawnie pieścić biust sąsiadki przy stole.


Ona

jest na parkiecie w swoim żywiole.

Tańczy tak, jak zawsze: oddając się w całości muzyce i własnemu wnętrzu.

W takich chwilach zapomina o bożym świecie.

Jest szczęśliwa. W taniec wkłada całą radość życia.

Chwila ciszy, zmęczenie, odpoczynek.

 Łapiąc powietrze, szuka go wzrokiem.

Zauważa, że siedzi przy stole, ale... nie może dostrzec twarzy jego sąsiadki.

Zabolało ją tak, jak wtedy. Gdzieś pod mostkiem. Jak silne uderze- nie w splot słoneczny. Bierze głęboki oddech.

Czas zazdrości.

− Skoro jemu wolno, to mi też. Niech zaboli go tak samo mocno!

Myśli jeszcze tysiąc innych złych myśli.

− Za co to?... Pewnie jestem nic nie wartą, jedną z wielu głupich i naiwnych...

Dlaczego tak? Czemu ma służyć to zadawanie bólu? Co w końcu jest prawdą? Miłość? Tak ma wyglądać miłość?!

Podchodzi do niej mężczyzna.

− Czy można? – Prosi do tańca.

Przymyka oczy i zbliża się do tego mężczyzny. Zbliża na tyle, by po- czuć jego zapach, energię, bijące ciepło... Zbliża się jeszcze. Czuje jego dłoń idealnie na wcięciu w talii.

− Tak, można.

Nie patrzy więcej w stronę stołu.

Poddaje się muzyce i temu subtelnemu, męskiemu prowadzeniu.

Czas zazdrości...