To nie Ty prowadzisz życie,

to życie prowadzi Ciebie za rękę.

Zaufaj mu...



Wstęp


 Istnienie, mieniące się nieskończoną gamą odcieni, może być dla nas jedynie oceanem inspiracji twórczej. Nigdy jednak nie odzwierciedlimy jego samego, bo istotą życia jest ONO SAMO w pełnym wymiarze. (Tłumacząc to na filozoficzną maksymę, wyszedłby całkiem sensowny bełkot: istotą istnienia jest samo istnienie W CAŁOŚCI). Rozchodzi mi się właśnie o tę całość i pełnię, której w książkach nie znajdziemy.

 Żadna powieść nie jest w stanie opisać wielowątkowego życia, ponieważ nasza percepcja jest ograniczona do równoczesnego śledzenia zaledwie paru wątków. Dlatego pisanie o życiu będzie zawsze zdeformowanym, niekompletnym wycinkiem. I gdyby był to wycinek tylko czasowy (czyli „od do”), wówczas miałby on jedynie znamiona niekompletności. Ale epik piszący o życiu, poza ramami czasowymi, zmuszony jest dodatkowo do:

  po pierwsze – drastycznych CIĘĆ kilkuset życiowych wątków, które po prostu nie zmieściłyby się w żadnej powieści;

  po drugie – do deformującego wszystko WYBORU jednego wątku wiodącego i paru wątków pobocznych;

  po trzecie – taki pisarz ma przymus KONSEKWENCJI, czyli trzymania się wybranego wątku głównego od początku do końca książki, co z rzeczywistym życiem ma nie wiele wspólnego.

  „Tancerka” niewątpliwie jest takim niekompletnym, zdeformowanym wycinkiem życiowym. To powieść z elementami mojej biografii, choć nie jest autobiografią sensu stricte. Rzeczywiste pierwowzory bohaterów książki, również są zdeformowane fikcją.