II Narodziny


             Burza myśli, cisza snów

 za późno na wariactwo.

 Po półmetku warto już?

 nie, już nie warto.

 Cisza myśli, burza snów

 na wszystko nas stać!

 jeszcze...


 W drodze donikąd

 święty spokój - paszoł won!

 Ostatnie postawienie kart

 na wszystko i nic


          Wiara w rozum, nic-nie-czuć

 za późno na ten bunt!

 Przedzimowy letarg już

 tylko już...

 A - nie myśleć, tylko czuć

 na wszystko nas stać jeszcze!


W drodze donikąd

 święty spokój - paszoł won!

 Ostatnie postawienie kart

 na Ciebie...

 


 Marta narodziła się ponownie w wieku 33 lat, gdy w ciągu tygodnia rzuciła całe dotychczasowe życie i wyjechała na głuchą, zabitą dechami prowincję, pięćset kilometrów od rodzinnego miasta.

- Nie mogłaś wynieść się dalej?

Na wyrzuty matki odpowiadała spokojnie.

- Oczywiście mamo. Zawsze mogłam wyjechać na przykład do Australii.

- Przestań się nabijać. Co ty będziesz robić w tej dziurze?!

- Żyć kochanie. Nareszcie żyć…

 Czuła podskórnie konieczność odseparowania się od toksycznej rodziny. Gdy tylko nadarzyła się taka okazja, nie zwlekała z decyzją. W stolicy żyła ostatkiem sił nadwrażliwca. W miejskim molochu wszystkiego było dla niej  ZA. Za dużo, za szybko, za agresywnie, za przebojowo. Czuła się jak zaszczute zwierzę, któremu instynkt podpowiadał już tylko jedno: uciec. Uciec jak najdalej. Dosłownie i w przenośni. Najdalej, jak się da!