VI Flamenco


Głębsze niż wszystkie studnie i morza otaczające świat.

Gorętsze niż mury arabskich zamków nagrzanych palącym słońcem Andaluzji.

Piękne, zmysłowe, mistyczne i tajemnicze.

Przeszywające jak szpada wbita w kark byka.

Rozcinający krajobraz na pół dźwięk gitary, krzyk muezzina, żyda i cygana.

Rytualny taniec ognia i wody pełen dumy i dzikości

wyrażający szaleństwo i pragnienie...

F.G. Lorca




 Dzięki dyrektor Boruckiej, Marta zaczęła „pracę u podstaw”. Od kiedy zamieszkała na prowincji, ze swoją pasją do sztuki flamenco była zupełnie sama. Przez chwilę pomyślała o Monice i pozostałych dziewczętach z zespołu. Potrzebowały jej jeszcze, ale na jak długo? W żadnej z nich nie wyczuła prawdziwej pasji.

Może do wszystkiego trzeba dojrzeć? - próbowała usprawiedliwiać swoje osamotnienie. - A może trzeba szukać prawdziwego ucznia dopiero wówczas, gdy mistrz gotowy? - Dlatego zdecydowała się na te prelekcje. Świadomie? Podświadomie?


 We czwartek poszła do miejscowego klubu, by zobaczyć Adama. Razem z partnerką, byli czwartą z kolei parą na pokazie. Zanim zaczęli tańczyć, wykonali głęboki, starannie wyuczony ukłon przed publicznością. Rumba poszła im wspaniale. Przy Paso Doble stracili punkty, ale w Salsie znowu nadgonili. Marcie podobał się cały pokaz. Obserwowała młodych tancerzy swoim instruktorskim okiem. Obserwowała z uwagą Adama w tańcu. Miał zwinną, wyćwiczoną partnerkę, dużo lepszą od niego pod względem technicznym. Ale mimo świetnego przygotowania, dziewczyna nie miała tego Czegoś, tej iskry która ożywia, magnetyzuje, nadaje sens każdemu ruchowi. Tę iskrę za to, Marta dostrzegła w Adamie.

 Gdy skończył się pokaz, wyszła na parking, by zaczekać na młodych tancerzy. Adam wybiegł sam z budynku.

 A gdzie twoja partnerka? - Podeszła z wyciągniętą ręką do chłopaka, zerkając nieustająco ku drzwiom. - Chciałam wam obojgu pogratulować.

 Anka została z koleżankami. Ja spieszyłem się, by panią jeszcze spotkać.

 I tak bym na was poczekała - Marta uśmiechnęła się ciepło. - Byliście wspaniali.