- Ale cię dopadł... Trocek musiał lecieć cały czas wzdłuż rzeki, dlatego się z nim nie spotkałem po drodze – myślał Mikołaj, wypatrując najlepszego miejsca do ataku. Po chwili zajął strategiczną pozycję na skalnym występie. Sprężył całe ciało do skoku i... zastygł w oczekiwaniu na najlepszy moment.

 Smoki walczyły nie na żarty. Ten drugi był znacznie większy i silniejszy od Trocka. Za to Trocek prześcigał tamtego zwinnością. Poszarzałe łuski napastnika kontrastowały z intensywną zielenią broniącego się Trocka. Odór siarki, zwilgotniały od wodospadowych kropel, mieszał się ze słodkim zapachem krwi. Mikołaj, wciąż uważnie obserwujący swój nowy organizm, skonstatował teraz ze zdziwieniem, że wcale nie odczuwa strachu przed walką, tylko miłe podniecenie, które zapach smoczej juchy tylko podsycił.

 W pewnym momencie większy smok zrobił dziwny unik, jakby chciał odejść. Trocek był już mocno zmęczony. Nie wyczuł podstępu i zwolnił mięśnie, by odpocząć. Doświadczony napastnik zamachnął się potężnym ogonem, przed którym Trocek zbyt późno odskoczył. Ostre haki grzebieniastego ogona przebiły zielone łuski trockowego barku nadrywając skrzydło. Z ramienia trysnęła ciemnoczerwona jucha.

 - Teraz to już mocno oberwałeś – Mikołaj nie mógł czekać dłużej. Zeskoczył na plac walki i błyskawicznie, zanim napastnik się zorientował, skoczył mu do gardzieli. Popełnił jednak nieodwracalny błąd. Zamiast od razu przegryźć tętnicę, chciał najpierw powalić zdobycz, tak jak uprzednio powalił Trocka. Ale ten smok był znacznie silniejszy i wilk odbił się od niego, jak od skały. Próbował jeszcze ostrymi pazurami wbić się w smocze cielsko, ale zjechał po nim znacząc je tylko głębokimi, krwawymi bruzdami i rozjuszając przeciwnika do granic rozjuszenia.

 - No to już po nas – kątem oka dostrzegł poranione ciało Trocka i poczuł w nozdrzach jego strach. - Chociaż... – niespodziewana wola walki do końca, wyostrzyła mu wszystkie zmysły. Poczuł, jak uspokaja się i do perfekcji koncentruje na walce. Wszystko trwało ułamki sekund. Skulenie wilczego ciała, pozornie gotującego się do ucieczki; odgięcie szyi smoka, by nabrać powietrza i spalić przeciwnika strumieniem ognia; zaskakujący, błyskawiczny skok wilka do odsłoniętego smoczego gardła, połączony z cichym krótkim warknięciem. Potem już tylko rzężenie z przegryzionej krtani i głuchy łoskot zwalającego się potężnego cielska na twardą ziemię, tuż pod łapy Trocka.