Gdy dwaj zrozpaczeni i przerażeni strażnicy dowieźli na swoich grzbietach ciała króla i wilka pod kurhan, Trocek kazał je delikatnie ułożyć.

Możecie wracać. Sam doprowadzę każdego z nich na górę – jednorożce skłoniły łby przed smokiem i szybko zawróciły z napawającego lękiem cmentarzyska.

  Pocieszka bardzo ostrożnie wniósł najpierw Mikołaja, potem Toga. Wyjął im z pysków kamienie i dołożył je do kurhanowego stosu.

Nie mam pojęcia, co dalej – odezwał się na głos czekając, skąd nadejdzie wskazówka.

  A wskazówka przyszła z wnętrza góry, z której smok ledwie zdołał ulecieć, gdy krater wulkanu otworzył się i chlusnął wrzącą lawą, pochłaniając w płomieniach kurhan i ciała dwóch bohaterów. Trocek, po paruset metrach rozpaczliwego lotu z nadpalonymi skrzydłami, runął w dół i stracił przytomność, waląc łbem o skałę.

 Obudził się w zupełnych ciemnościach. Leżał między głazami. Grube łuski uratowały mu życie, ale i tak był mocno potłuczony. Martwa cisza i czerń panujące dookoła, zaniepokoiły go bardziej, niż własne obrażenia. Żadnego odgłosu wulkanicznych eksplozji, żadnych błysków od płynnej lawy, żadnych dymów, pyłów, popiołów... Podpełzł do skalnej krawędzi. Nieco jaśniejszy pasek pochmurnego, nocnego nieba odznaczał się pofałdowaną kreską od czarnych pagórów. Zebrał siły i wydmuchał z potężnych płuc trochę iskier, które na moment rozświetliły najbliższą okolicę. Czy mu się zdawało, czy rzeczywiście w ich blasku dostrzegł jasną, ruszającą się plamę we wszechobecnych ciemnościach? W pierwszym odruchu, chciał rozwinąć skrzydła by tam lecieć, ale jęknął z bólu. Lewy bark musiał być złamany, bo nie mógł go nawet dotknąć. I tylna łapa. Spróbował ją podnieść i zawył głucho. - Nie dam rady ruszyć się stąd – ledwie zdołał pomyśleć, gdy do jego uszu doszło ciche, ale wyraźne rżenie. Serce w obolałej klacie zaczęło mu szybciej walić. - Togo, to musi być Togo!

Tu jestem! Na skale! - zakwilił przeciągle, najgłośniej jak potrafił.

Wilk pierwszy go znalazł.

Rany, coś ty sobie zrobił?!

Duże kuku – Trocek uśmiechnął się szeroko, całym garniturem potężnych zębisk. - To z rozpaczy, że już was więcej nie zobaczę.

Nie mogłeś jeszcze chwilę cierpliwie poczekać? - jednorożec wskoczył za wilkiem na skały.

Nie mogłem. Wulkan był szybszy.

Góry to do siebie mają, że nie ostrzegają.

Nie ważne. Nic nie jest ważne poza tym, że żyjecie – smok leżał na boku. Nie mógł wstać, a mimo to uśmiech nie schodził mu z uszczęśliwionego pyska.

Mieliśmy już ruszać, by organizować to powstanie – wilk schylił się niżej nad leżącym, - ale jak ty w takim stanie...

Coś ty powiedział?! - Pocieszka szarpnął się gwałtownie. - Czy ja dobrze słyszę?!