Co ty możesz wiedzieć o zemście?! - żona karczmarza wyszła przed szereg. Stanęła przed smokiem w rozkroku i zdarła z pleców koszulę. Pocieszka wstrzymał oddech, bo ciało kobiety pokryte było jedną potworną, sączącą się raną. - Nie będziesz mnie uczył nowego życia, dopóki nie zabiję skurwiela, który mi to przez siedemnaście lat robił!

 Tłum poparł swoją przywódczynię dzikim wrzaskiem. Trocek poczekał, aż gardła zachrypną.

A jak go już zabijesz?

Nie rozumiem – szynkarka była wyraźnie zdezorientowana.

Co dalej, co potem, gdy go już zabijesz? - smok wykorzystał moment niepewności kobiety, nabrał głęboko powietrza i dmuchnął ławą ognia na zbuntowane szeregi. Ludzie, psy, koty, konie, świnie, myszy i szczury, wszystko w popłochu cofnęło się przed ogniem. - A wy?! - Pocieszka huknął na nich. - Pomyśleliście przez chwilę, co potem?! Gdy już zatłuczecie swoich oprawców, co zrobicie?! Zamieszkacie w ich domach? Położycie się w ich legowiskach? W końcu staniecie się tacy jak oni, albo poszukacie sobie następnych, którzy zaczną się nad wami znęcać. - Patrzył na nich przekrwionymi ślepiami, wściekły, rozczarowany, zawiedziony. - Wynocha z powrotem!!! - Puścił kolejną ławę ognia. Bardan z Togiem, z dwóch boków pomogli smokowi zagonić zbuntowane stado z powrotem do lasu.

 Po tym incydencie przyjaciele zdwoili czujność. Noc w noc rozstawiali zaufane straże i czuwali nad „podopiecznymi”. Dzień w dzień smok urządzał „swojej trzódce” pranie mózgu. Większość powoli otwierała się na jego nauki. Jednak szynkarka, z garstką najbardziej zawziętych i rządnych zemsty, robiła mu krecią robotę.

Ci cholerni ludzie – przeklinał Pocieszka. - Zauważyliście, że za tą babą stoją prawie sami ludzie?!

Wyłączając parę szczurów, kotów i jednego małpiszona, to masz rację – Togo swoim zwyczajem próbował arystokratycznie zażartować.

Wszystkie zwierzaki razem wzięte i każde z osobna są duużo mądrzejsze od gatunku „człowiek”. Jak babcię kocham! - Trocek wywalał swoją bezsilną złość. - Nie mam pomysłu, co z tą francą zrobić?

Odesłać do Miasta – Bardan rzucił bez ogródek. - Chce wracać? Niech wraca!

Wiesz dobrze, że nie wróci sama, tylko ze swoją „obstawą”, a jak zacznie się rzeź...

Czemu tak bardzo bronisz się przed tą walką? - wilk przerwał mu bez obcesowo. - Sam przecież przyznałeś,  że taka wojna na pewien czas przyhamuje zło.

Może i przyhamuje, ale nie uleczy.

Dobrze, niech chociaż przyhamuje.

Dość! - smok uciął ostro.

Chyba, że nie mówisz nam całej prawdy – Bardan zaczął coś podejrzewać.