Nie kończ. Na tu i teraz mam dość katastroficznych wizji. Jak będę potrzebny, wiecie, gdzie mnie znaleźć – Togo trzasnął w powietrzu kopytami i ruszył w kierunku zachodzącego słońca.

 Mikołaj z Trockiem zostali sami na piaszczystym wybrzeżu. Szum wezbranej rzeki zagłuszał ich wzajemny niepokój. W milczeniu mierzyli się wzrokiem, jak dwaj wrogowie, nie - przyjaciele.

Po co wróciłeś? - smok pierwszy przypuścił atak.

Myślałem że...

Za dużo myślisz! Nie po to, ostatkiem sił wysłałem cię z powrotem, byś teraz wszystko psuł i mieszał.

Nie wróciłem z zamiarem...

Gówno mnie obchodzą twoje zamiary! Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, co zrobiłeś?!

 Mikołaj miał dość.

Przestań wydzierać się na mnie! Nie wróciłem celowo i z premedytacją. Odkryłem drogę powrotu przypadkiem. Myślałem, że się ucieszysz.

Mówiłem ci już na samym początku naszej znajomości, że Przejście to bardzo skomplikowany proces. Nie można sobie „tak o”, przechodzić ze świata do świata!

To po coś mnie tu sprowadził?!

Miałeś coś dokończyć.

Skoro umarłem, to nie miałem.

Miałeś.





































Jeśli byłem ci tu potrzebny do tego, byś sam mógł wreszcie umrzeć, to jesteś kawałem niezłego drania!

Nie oceniaj, bo nie wiesz wszystkiego.

Jak zwykle! Mikołaj-Bardan, który gówno wie i dlatego może być nieświadomym narzędziem w twoich rękach! Nie zapędzasz się przypadkiem za daleko?!

Być może, ale chciałem jak najlepiej dla... dla nas wszystkich.

Co mieliśmy zyskać na twojej śmierci?

 Smok spojrzał smutno ponad łeb wilka.

Wolność mój przyjacielu. Wolność od świata ofiar i katów.

Jak niby mieliśmy tę wolność dostać?

Poprzez moją pokutę, we wcieleniach wszystkich byłych, teraźniejszych i przyszłych katów.

Katów?

Swoją smoczą pamięcią chciałem zniszczyć tych, co krzywdzą, ich własną bronią. Nimi samymi!

Czysta utopia!